Urodziłem się, ale… (Otona no miru ehon – Umarete wa mita keredo) 1932

Bracia po przeprowadzce w związku z pracą ojca próbują znaleźć uznanie u miejscowej bandy łobuziaków

Rodzina Yoshi – Kennosuke wraz z żoną i dwoma synami – przeprowadza się na przedmieścia Tokio. Nowy dom stoi nieopodal rezydencji Iwasakiego, przełożonego i patrona Kennosuke. Dla ojca oznacza to wygodę i możliwość zacieśnienia relacji z szefem, ale dla dzieci – dziesięcioletniego Ryoichiego (Hideo Sugawara) i ośmioletniego Keijiego (Tomio Aoki) – jest to równoznaczne z odcięciem od dotychczasowych kolegów i szkoły, swoistym zesłaniem na prowincjonalną banicję.

Chłopcy muszą odnaleźć się wśród nieufnych rówieśników tworzących podwórkową bandę. Mogą do niej dołączyć jedynie po uznaniu władzy przywódcy i przejściu specyficznej inicjacji. Ta polega nie tylko na podporządkowaniu się jego rozkazom, lecz także na odegraniu parodii rytuału zabijania i wskrzeszania, przypominającej sceny z klasycznych filmów kryminalnych.

Ryoichi buntuje się przeciwko temu upokorzeniu, co prowadzi do konfrontacji między braćmi a grupą. Od tej chwili chłopcy muszą radzić sobie sprytem i fortelami, które rzadko przynoszą im oczekiwany efekt – częściej kończą się komiczna porażką niż sukcesem.

Kulminacja filmu przynosi jednak nieco poważniejszy ton. Ryoichi i Keiji przekonują się, że ich marzenia o sile i niezależności rozbijają się o świat, w którym nawet dorośli muszą się podporządkować. Ozu przenosi akcent z dziecięcych perypetii na refleksję o społecznej hierarchii i kompromisach dnia codziennego. Okazuje się, że gra w dominację i uległość nie dotyczy wyłącznie dziecięcych zabaw – rządzi także światem dorosłych, gdzie wolność wyboru bywa złudzeniem.

Moja ocena: 9/10 („rewelacyjny”) Pierwszy pełnometrażowy film Ozu to słodko-gorzka komedia o utracie złudzeń. Każde dziecko, które widzi w ojcu bohatera, w pewnym momencie doświadcza rozczarowania. Każdy ojciec, choć w domu bywa niepodważalnym autorytetem, w pracy staje się częścią społecznej drabiny, poddany zasadom hierarchii.

Film zaskakuje aktualnością tematu i siłą aktorskich kreacji młodych wykonawców – Hideo Sugawary i Tomio Aokiego. Zwłaszcza Aoki zyskał później ogromną popularność w Japonii i powracał na ekran także jako dorosły aktor.

Urodziłem się, ale… należy do nurtu shōmin-geki, rozwiniętego w Japonii po I wojnie światowej i skupionego na losach zwykłych ludzi. Ozu wzbogaca go o elementy slapsticku w stylu Harolda Lloyda, którego cenił szczególnie, a także o inspiracje teatrem kabuki widoczne w przesadnych gestach chłopców starających się dopiec kolegom.

Na tle ówczesnej kinematografii film wyróżnia się unikalnym stylem Ozu: dynamicznymi ujęciami przejeżdżających pociągów, symboliką czasu wyrażoną przez zapalanie i gaszenie lampy oraz zastosowaniem ruchomej kamery śledzącej postaci – rozwiązaniem rzadko spotykanym w japońskim kinie lat trzydziestych.

Dodaj komentarz