Francja, 1949 rok. Kraj formalnie wraca do życia po wojnie, ale nie wszyscy zostali dopuszczeni do tej odbudowy. Są miejsca, w których czas się zatrzymał, a wojna zmieniła tylko dekoracje. Fond de l’Étang – szkoła poprawcza dla chłopców – jest jednym z nich. Trafiają tu wojenne sieroty i dzieci uznane za beznadziejne przypadki.
Do tego świata przybywa Clément Mathieu, niespełniony kompozytor po przejściach. Od początku widać, że nie bardzo pasuje ani do surowych reguł szkoły, ani do narzucanych ról. Jest nieporadny, bywa irytujący, często reaguje z opóźnieniem. Jednak bardzo uważnie obserwuje otoczenie i ma w sobie chęć zmiany.
Na czele placówki stoi Rachin – surowy, cyniczny, przekonany, że tylko przemoc i strach potrafią utrzymać porządek. Jego codzienna zasada, na której opiera cały system wychowawczy, brzmi: „akcja – reakcja”, czyli za przewinienie następuje natychmiastowa kara. Może przed laty te zasady były skuteczne, ale dzieci zaczęły reagować na nie otwartym buntem, prowadząc z nauczycielami rodzaj wojny podjazdowej.
Do Fond de l’Étang trafiają także liczne wojenne sieroty, jak mały Pépinot, który codziennie stoi przy bramie szkoły i czeka. Wierzy, że ktoś kiedyś przyjdzie i zabierze go stąd. Mathieu zauważa, że wielu z tych „niegrzecznych” chłopaków potrafi całkiem dobrze śpiewać, postanawia więc podzielić ich pod względem typu głosu i założyć chór. Ponieważ jego plany nie podobają się dyrektorowi Rachinowi, Mathieu rozpoczyna próby w konspiracji przed nim.












Moja ocena: 7/10 („dobry”) Pan od muzyki to debiut reżyserski Christophe’a Barratiera, a jednocześnie remake klasycznego filmu z 1947 roku La Cage aux rossignols. Widzowie przyjęli go entuzjastycznie. Do kin szli tłumnie, a zachwyt wzbudziły szczególnie role dzieci, w tym Maxence Perrin jako Pépinot. Mimo to krytyka podeszła do niego chłodno. Film był krytykowany przede wszystkim za to, że zbyt mocno upraszcza realia i emocje, stawiając na sentymentalny przekaz.
W filmie jest jednak kilka poziomów narracji. Pan od muzyki nie jest wyłącznie filmem o śpiewie. Nie jest nawet filmem o dzieciach. To opowieść o tym, jak instytucje reprodukują przemoc nawet wtedy, gdy nikt jej nie chce. System wychowawczy w szkole poprawczej nie działa dlatego, że ktoś jest zły. Działa dlatego, że przemoc ma cechy, które samoistnie się reprodukują i czasami nie sposób jej zatrzymać.
Mathieu nie rozbija tego systemu. Nie jest bohaterem w klasycznym sensie. Jego siła tkwi w drobnych gestach. Nieheroicznych, zwykłych, ale konsekwentnych. To one na moment zawieszają reguły gry. To one pokazują, że inny świat jest możliwy. I że czasem wystarczy bardzo niewiele, by w beznadziejnym miejscu, z którego każdy chce uciec, pojawił się promyk nadziei.

Ciekawostka: akcja filmu rozgrywa się zimą, a większość zdjęć była nagrywana podczas upalnego lata, więc podstawowym zadaniem aktorów było: nie pocić się.