Sølvmunn (1981)

Rodzice dziewięcioletniego Fredrika (Tobias Asphaug) żyją w separacji. Chłopiec mieszka więc na zmianę w dwóch domach, w każdym z nich mając własny pokój. Jeden znajduje się w Oslo, gdzie przebywa z ojcem pracującym jako architekt. Drugi związany jest z matką – artystką mieszkającą w innym mieście. Taki tryb życia sprawia, że Fredrik regularnie zmienia otoczenie i rytm codzienności.

Rodzice są zajęci pracą, dlatego wiele aktywności musi organizować sobie sam. Pomaga mu w tym nieokiełznana wyobraźnia, dzięki której codzienne spacery, zabawy na podwórku czy pobyt w parku przybierają formę rozbudowanych scenariuszy.

Pewnego dnia Fredrik zdradza mamie, że w szkole bywa nazywany Sølvmunn, czyli „srebrne usta”, ze względu na aparat ortodontyczny, który nosi.

W szkole i poza nią utrzymuje kontakt z koleżanką imieniem Minken, z którą spędza czas na wspólnych zabawach na dworze.

Gdy zostaje sam w domu, obserwuje otoczenie i wymyśla sobie zajęcia na własny użytek, ale też aktywnie zabiega o uwagę rodziców. Lubi przygotowywać drobne żarty, zbiera również tabliczki ostrzegawcze, takie jak „zakaz gry w piłkę”, które znajduje w różnych miejscach publicznych. Ta drobna, złodziejska aktywność nie podoba się ojcu, natomiast mama jest w tej kwestii bardziej pobłażliwa i często staje się wspólniczką jego małych niecnot.

Do stabilnego świata Fredrika wkracza nowa partnerka ojca – Tove. To sympatyczna, nieśmiała blondynka w widocznej ciąży. Stopniowo zaczyna zajmować przestrzeń w codziennym życiu ojca, wcześniej zarezerwowaną dla chłopca, i odbierać mu czas spędzany z nim. Rodzi to między nimi konflikt.

Moja ocena: W czasie gdy Amerykanie kręcili kino Wielkiej Przygody, po naszej stronie oceanu powstawały filmy pokazujące problemy dorastania w sposób wyjątkowo realistyczny. W podobnym okresie co norweski dramat Pera Bloma powstały duński Gumowy Tarzan oraz Zappa Billego Augusta, a w Szwecji – zaledwie kilka lat wcześniej – Elvis! Elvis! Kaya Pollaka. Filmy z tego nurtu przedstawiały dzieciństwo w sposób zupełnie niecukierkowy. Dziecięce lęki, gniew i wybuchy zazdrości bywają nie mniej, a czasem nawet bardziej intensywne niż u dorosłych.

„Sølvmunn” Pera Bloma to film o układaniu relacji w rozbitej rodzinie, o poszukiwaniu własnej tożsamości, dziecięcych emocjach i stopniowym braniu odpowiedzialności. Świetnie zagrany, z wieloma przejmującymi, zabawnymi i wzruszającymi momentami.

Podobne: Jim i piraci, Åke i jego świat, Den förtrollade vägen.

Dodaj komentarz