Dziesięcioletni Janek (Piotr Musianek) jest fanem komiksowego superbohatera Sharkmana. Marzy, by być jak on – silny i nieustraszony. To o tyle trudne, że sam boi się wody i nie potrafi pływać. W domu nikt nie traktuje jego wyobrażeń poważnie. Szczególnie mama uważa, że chłopiec za bardzo buja w obłokach.
Jego starsza siostra Zosia funkcjonuje w zupełnie innym porządku. Jest pewna siebie, lubiana, zaangażowana. Działa ekologicznie, jest weganką, występuje przed całą szkołą. Zbiera uznanie rówieśników i dorosłych. Janek reaguje na to buntem i zazdrością. Uważa, że nigdy nie będzie taki jak ona – i wcale nie chce.
Sytuacja zmienia się podczas rodzinnego wyjazdu nad wodę. Zosia zostaje tam podmieniona przez demonicznego Utopca na odpychającego Podciepa. Janek jako jedyny zauważa różnicę. Nikt mu jednak nie wierzy. Jego relacja zostaje uznana za kolejny przejaw fantazjowania. Wkrótce potem rodzeństwo trafia na Śląsk, do pradziadka Marcina, który obchodzi urodziny.
Marcin opowiada historię sprzed pięćdziesięciu lat, gdy podczas katastrofy w kopalni miał spotkać mitycznego Skarbka. Wspomnienie brzmi jak legenda, ale dziadek traktuje je poważnie. Szybko okazuje się też, że sam coś ukrywa. Nocami wymyka się do kopalni i prowadzi tajemnicze poszukiwania.








Moja ocena: Film „Skarbek i tajemnica magicznego sreberka” wpisuje się w trend promowania ciekawych regionów Polski – podobnie jak „Detektyw Bruno”, który pokazywał znane atrakcje Warszawy, oraz jego kontynuacja „Oskar, Patka i Złoto Bałtyku”, eksponująca Pomorze i Gdańsk. Tym razem uwaga skupia się na Śląsku i jego lokalnej tożsamości. Na ekranie pojawia się szeroki wachlarz stworzeń ze śląskiej mitologii: od Skarbka, Podciepa i Utopca, przez Heksę i Latawca, po Piwosznika i Szarleja.
Zdjęcia do filmu powstały w 2020 roku, jeszcze przed pandemią, natomiast postprodukcja przeciągnęła się, co sprawiło, że premiera odbyła się dopiero w 2024 roku. Do najmocniejszych stron filmu należą dopracowane zdjęcia, wciągająca historia oraz dobrze wykorzystane efekty praktyczne. Słabiej wypadają natomiast momentami chaotyczny scenariusz i nierówne aktorstwo.
Ostatecznie oceniam film jako bardzo dobry. W przystępny sposób przybliża śląskość – z lekkością, bez nadmiernego epatowania grozą, a jednocześnie z wyraźnym szacunkiem dla lokalnej tradycji.
Podobne:
Film można zestawić choćby z „Okrągłym tygodniem” 1977, innym polskim filmem dla dzieci o śląskich legendach. W „Skarbku” brakuje jednak jego surowości i ciężaru – zamiast tego dominuje bardziej przystępna, przygodowa konwencja.